Jeśli czytasz tę recenzję, prawdopodobnie znam pytanie, na które chcesz znać odpowiedź: czy World War Z jest dostarcza więcej frajdy niż seria Left 4 Dead? Nie, nie dostarcza. Ale żeby wszystko było jasne: to nie jest żaden zarzut. Pod żadnym względem nie jest to zła gra. Prawdę mówiąc, jest stworzona bardzo kompetentnie. Po prostu weszła w momencie, gdy gry z zombie zaczynają być nużące i nie wprowadza niczego spektakularnego w gameplay’u. Można powiedzieć, że jest to typ gry łatwy do zapomnienia: bardzo dobry technicznie, ale w żaden sposób oryginalny.
Ogólnie rzecz biorąc, World War Z dobrze się prezentuje. Otoczenia jest bardzo szczegółowe i różnorodne. Każdy kolejny etap kampanii przenosi nas do realistycznie wyglądających miast z oryginalnymi konstrukcjami. Efekty graficzne są imponujące. Chlapnięcia krwi, latające kończyny, wybuchy i liczne gęby zombie, pojawiające się tuż przed Tobą. Dźwiękowi również trzeba oddać hołd. Pistolety brzmią realistycznie i treściwie, wrogowie (i oddzielone od nich części ciała) uderzają w ziemię z satysfakcjonującym odgłosem. Wysoka jakość dźwięku przestrzennego sprawia, że możemy dokładnie określić z której strony biegną nasi przeciwnicy. Ponadto w czasie walki w tunelu możemy usłyszeć efektowne echo.
Sytuacją, w której gra naprawdę błyszczy, to świetnie zanimowana, mordercza liczba wrogów, która znikąd pojawia się na ekranie. W napotkanych bitwach zmierzymy się z setkami zombie, które będą się wdrapywały jeden na drugim, tworząc wielkie piramidy w celu dostania się na wyższy pułap. Wersje konsolowe wyświetlają 30 klatek na sekundę, a średniej rangi komputer powinien uruchomić grę w 60 klatkach na sekundę z maksymalnymi ustawieniami graficznymi.
Jednakże, gra nie jest unikatowa i nie dostarcza największej rozrywki w historii. Nie zrozumcie mnie źle, wszystko działa zdecydowanie dobrze: obraz jest wyświetlany płynnie, kontrola postaci jest bardzo dobra. Gra zawiera bardzo niewiele błędów. Ale te zawsze są nieuniknione.
Na początku gry wybieramy klasę postaci, a następnie formułujemy drużynę wraz z innymi graczami (albo ze sztuczna inteligencją) i przemierzamy przez miasto, wykonując misje i zabijając hordy umarlaków. Każda z klas startuje ze specyficznym rodzajem broni (którą można ulepszyć po zdobyciu punktów doświadczenia), unikalnymi umiejętnościami i specjalnymi przedmiotami. Zdolności, bronie i inny ekwipunek są na tyle różne od siebie, że warto wypróbować wszystkie postacie. Punkty doświadczenia mogą być wydane na odblokowanie lub rozwinięcie umiejętności, a każda z broni może być ulepszona.
Mimo tego, że wszystko brzmi, jakby gra oferowała głębię gameplay’u, rzeczywistość opiera się na ciągłym robieniu mielonki z umarlaków. Tak jak już wspomniałem: aby nie popaść w monotonię, powinniśmy zagrać każdą z postaci. Wszystkie opierają się na powtarzalnych motywach, m.in. obrona pozycji. Mimo, że sama akcja jest na początku rozsądnie zaprojektowana, tak naprawdę nie ma tu nic nowego.
World War Z przemówi to dwóch rodzajów ludzi: fanów hardcorowych gier akcji, którym nie nudzi się ciągłe robienie sieczki z przeciwników, oraz ludzi, którzy jeszcze nie sprawdzili zbyt wiele tytułów opartych na walkach z zombie. Ale jeśli ktoś czuje się wypalony motywem z umarlakami, nie wróżę powrotu entuzjazmu.
Add comment